Poezja



MILCZENIE
Bajka

Edgar Allan Poe

tłumaczenie:  Juliusz W. Gomulicki


Szczyty gór drzemią;
doliny, skały i jaskinie m i l c z ą.
ALCMAN [60 (10), 646]
"Posłuchaj m n i e - rzekł Demon,
Położywszy mi rękę na głowie. -
Kraina, o której mówię, to posępna kraina Libii,
Nad brzegami rzeki Zairy.
I nie ma w niej ani spokoju, ani milczenia.

Wody owej rzeki maja chorobliwą barwę szafranu
I nie plyna prosto do morza,
Ale ciągle pulsują i pulsują pod czerwoną źrenicą słońca,
Drganiem burzliwym i konwulsyjnym.
Na wiele mil po obu stronach zamulonego koryta rzeki
Rozciąga się blada pustynia olbrzymich nenufarów.
Wzdychają do się, jeden do drugiego, w swym osamotnieniu
I wyciągają ku niebu długie, upiorne szyje,
I chwieją na różne strony nieśmiertelnymi głowami,
I rozlega się jakiś niewyraźny szmer,
Co wydobywa się spomiędzy nich
Niby szum podziemnego źródła.
I wzdychają, jeden do drugiego.
Jest wszelako granica położona ich królestwu -
Granica ciemnej, okropnej, wyniosłej puszczy.
Tam, niby fale wokoło Hebrydów,
Bezustannie poruszają się drobne krzewiny,
Żaden wiatr nie wieje wszakże po niebiosach.
I wiecznie się kołyszą wysokie prastare drzewa,
Napełniając powietrze potężnym łoskotem,
A z ich wyniosłych wierzchołków, kropla po kropli,
Kapie nieśmiertelna rosa;
A u ich korzeni
Leżą dziwne trujące kwiaty, powykręcane w niespokojnej drzemce;
A górą, z donośnym szumem i szelestem,
Pędzą wiecznie na zachód szare chmurzyska,
Póki nie przewiną się, niby katarakta, poprzez ognistą ścianę widnokręgu.
Żaden wiatr nie wieje wszakże po niebiosach,
A nad brzegami rzeki Zairy
Nie ma spokojności, ani milczenia.

Noc była i padał deszcz;
A gdy spadał, był deszczem,
A gdy już spadł, stawał się krwią.
I stałem w bagnie pomiędzy wysokimi nenufarami,
I deszcz mi padał na głowę,
I nenufary wzdychały, jeden do drugiego,
W solenności swojego opuszczenia.
I nagle poprzez cienką upiorną mgłę przedarł się księżyc,
A był o barwie szkarłatnej.
I mój wzrok upadł na potężną szarą skałę,
Która wznosiła się nad brzegiem rzeki
I była oświetlona blaskiem księżyca.
A była to skała szara i upiorna, i wysoka,
I była szara,
A na jej czole były wyryte w kamieniu litery.
I póty kroczyłem poprzez bagnisko nenufarów,
Póki się nie przybliżyłem do brzegu,
Tak że mogłem odczytać litery wyryte na kamieniu.
Nie zdołałem ich jednakowoż odczytać
I odchodziłem już z powrotem do bagniska,
Gdy wtem księżyc zajaśniał pełniejszą czerwienią,
I odwróciłem się, i ponownie spojrzałem na skałę,
I na owe litery;
A te litery głosiły: OPUSZCZENIE.

I spojrzałem do góry,
A na szczycie skały stał człowiek;
I ukryłem się pomiędzy nenufary,
Abym mógł wyśledzić, co ów człowiek uczyni.
A był ów człowiek wysoki i okazały,
I był odziany
Od stóp do ramion w togę starożytnych Rzymian,
I nie można było rozróżnić jego kształtów,
Ale rysy jego oblicza były zaprawdę rysami bóstwa,
Ani bowiem opończa nocy,
Ani mgła, ani księżyc, ani rosa
Nie zasłoniły rysów jego oblicza.
A jego czoło było dumne od myśli,
A jego oko dzikie od troski,
A z niewielu zmarszczek na obliczu
Wyczytałem opowieść o smutku i o znużeniu, i o wstręcie do rodzaju ludzkiego,
I o tęsknocie za samotnością.

I siadł ów człowiek na skale, i oparł głowę na dłoni,
I poglądał na owo pustkowie.
Patrzył w dół, na niespokojne krzewiny,
I w górę, na wysokie prastare drzewa,
I jeszce wyżej, na rozszumiałe niebiosa,
I na szkarłatny krąg księżyca.
Ja zaś leżałem utajony pod osłoną nenufarów
I uważałem jeno, co czyni,
A ów człowiek drżał w samotności -
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

I odwrócił ów człowiek swoją uwagę od niebios,
I poglądał na posępną rzekę Zairę,
I na jej żółte upiorne wody,
I na blade legiony nenufarów.
I przysłuchiwał się westchnieniom nenufarów,
I szmerowi, co spośród nich się wydobywał,
A ja leżałem utajony w moim ukryciu,
I uważałem jeno, co czyni,
A ów człowiek drżał w samotności -
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Opuściłem się przeto w najskrytsze zakątki bagniska
I pobrnąłem głęboko w samą dzicz nenufarów,
I przywołałem hipopotamy,
Które mieszkały w żuławach,
W najgłębszych zakątkach bagniska.
I hipopotamy usłyszały moje wołanie,
I przyszły, wraz z behemotami, do samego podnóża skały,
I ryczały donośnie a przeraźliwie pod księżycem,
A ja leżałem utajony w moim ukryciu
I uważałem, co czyni człowiek.
A ów człowiek drżał w samotności -
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Zakląłem przeto żywioły zaklęciem niepokoju;
I straszliwa burza zebrała się na niebie,
Gdzie przedtem nie było ani wietrzyka.
I niebo posiniało od gwałtowności burzy -
I deszcz począł smagać człowieka po głowie -
I wody rzeczne wystąpiły z brzegów -
I umęczona rzeka pokryła się pianą -
I nenufary zawodziły na swoich kępach -
I puszcza poczęła się kruszyć pod ciosami wichru -
I grom huczał -
I błyskawica migotała -
I skała trzęsła się w posadach.
A ja leżałem utajony w moim ukryciu
I uważałem jeno, co czyni człowiek.
A ów człowiek drżał w samotności -
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Zawrzałem przeto gniewem i przekląłem klątwą m i l c z e n i a -
I rzekę, i nenufary, i wicher ów, i puszczę,
I niebo, i grom ów, i westchnienia nenufarów.
I zostały przeklęte, i  z a m i l k ł y.
I księżyc przestał wtedy wydeptywać swoją ścieżkę na niebie -
I grom skonał w milczeniu -
I błyskawica przestała migotać -
I chmury nieruchomo zawisły -
I wody spłynęły do dawnego poziomu i zastygły -
I drzewa przestały się kołysać -
I nenufary przestały wzdychać -
I nie słyszało się już wychodzącego spomiędzy nich szmeru
Ani też najlżejszego dźwięku pośród owej bezkresnej pustyni.
I spojrzałem na litery wyryte na skale,
A były już zmienione -
I te litery głosiły: MILCZENIE.

I zwróciłem oczy na oblicze człowieka,
A oblicze jego pobladło z przerażenia.
I uniósł gwałtownie głowę z oparcia dłoni,
I stanął wyprostowany na skale, i nasłuchiwał.
Żaden dźwięk jednak nie rozlegał się pośród owej bezkresnej pustyni,
A litery na skale głosiły: MILCZENIE.
I człowiek cały zadrżał,
I odwrócił oblicze,
I uciekł hen w dal, w wielkim pośpiechu,
Tak żem go już więcej nie oglądał."

* * *


Owóż wiele jest doskonałych opowieści w księgach Magów,
W tchnących melancholią, zamkniętych na żelazne klamry księgach Magów.
I są tam - powiadam wam - wspaniałe historie o Niebie
I o ziemi, i o potężnym morzu,
A także o Dżinach,
Co panowały nad morzem, nad ziemią i nad wyniosłym Niebem.
Wiele głębokiej mądrości było również w przypowieściach opowiadanych przez Sybille
I o wielu, wielu świętych rzeczach dowiadywano się ongi
Z szelestu ciemnych liści, co drżały wokoło Dodony.
Wszelako, na Allaha,
Tę bajkę, którą opowiedział mi Demon,
Gdy siedział obok mnie w cieniu grobowca,
Uważam za najbardziej zadziwiającą spośród wszystkich!
A gdy Demon ukończył swoją opowieść,
Przewrócił się w wydrążenie grobowca
I począł się śmiać.
Ale ja nie mogłem się śmiać razem z Demonem,
I przeklął mnie za to, że się nie mogłem śmiać.
A ryś, który wiecznie mieszka w grobowcu,
Wyszedł z niego na zewnątrz
I położył się u stóp Demona,
I uporczywie patrzył w jego oblicze.

Powrót