Poezja



Ulalume*)
*)Czytaj: Julalium (z akcentem na ostatniej zgłosce)

Edgar Allan Poe

tłumaczenia:

Antoniego Lange
Barbary Beaupré



Ulalume
Edgar Allan Poe

tłumaczenie:  Antoni Lange

Chmura niebo mroczyła surowa
I od liści powiędłych szedł szmer -
Od gałęzi powiędłych szedł szmer...
Była ciemna noc październikowa,
Najstraszniejsza z mego życia er...
Był to Aubr, który we mgle się chowa,
I wilgotny, pomroczny las Weir;
Aubr - jezioro, co w mroku się chowa,
I od wiedźm opętany las Weir...

Tam to niegdyś szeroką aleją
Śród cyprysów z swą duszą sierocą -
Ze swą Psyche błądziłem sierocą,
W dniach, gdy w sercu płomienie goreją
Jak te ognie, co z wirem i mocą,
Jak te lawy, co wiecznie a z mocą
Aż na Yanik siarczyście się leją
Pod biegunów lodowych północą -
Aż na Yanik jęcząco się leją
Pod tych królestw lodowych północą.

Słowa myśl nam mroczyła surowa
I od marzeń zdrętwiałych szedł szmer,
I od wspomnień zdradzieckich szedł szmer;
Bom nie wiedział, że październikowa
Była noc - ach! najstraszniejsza z er,
Noc śród nocy najstraszniejszej z er -
Że to Aubr, który we mgle się chowa
(Chociem błądził ongi śród tych sfer),
Aubr - jezioro, co w mroku się chowa,
I od wiedźm opętany las Weir.

A gdy noc opuszczała niebiosa,
Kompas gwiazd zapowiadał już ranek -
Jako gwiazda, co wróży poranek,
Kres nam drogi razjaśnia z ukosa
Blade światło zza lasu firanek...
I cudowna, srebrzysta lśni kosa,
Róg podwójny - róg dawnych sielanek -
Diamentowa Astarty lśni kosa,
Róg widomy, róg greckich sielanek.

"Ona - rzekłem - świetniejsza od Diany,
Ona krąży po westchnień eterze,
Ona włada we wspomnień eterze,
Ona wie, że wciąż nie wypłakany
Ból, gdzie rozpacz na twarzy łez strzeże -
I nad gwiazd się uniosła rydwany,
By nam w niebie zgotować wieczerzę,
Letejskiego pokoju wieczerzę.
Uleciała nad złote rydwany,
Aby ziemskie oświecać rubieże!
Uleciała nad jasne rydwany,
Aby ziemskie weselić rubieże."

Lecz uległa nie znanej mi sile,
Wzniósłszy palec do góry: "Nie wierzę! -
Tak mię Psyche mistycznie ostrzeże -
Słuchaj, smutnej tej gwieździe nie wierzę,
Ach, bladości jej dziwnie nie wierzę!
Śpiesz! zbyt długie zostajesz tu chwile.
Śpiesz - uchodźmy! Zaklinam Cię szczerze.
W bólu mówi i skrzydeł swych pierze
Spuszcza w dół, aż sunęły się w pyle,
W grozie mówi - i białe swe pierze
Spuszcza w dół, aż tarzały się w pyle,
Aż rozpacznie tarzały się w pyle.

"Siostro - rzekłem - to nic, urojenie!
Płyńmy, płyńmy w ten srebrny blask dalej,
W kryształowy ten blask idźmy dalej:
Sybilińskich to świateł natchnienie,
Co Nadzieją i Pięknem się pali -
Na błękicie tej nocy się pali...
Z wiarą idźmy w te jasne promienie,
Zaufajmy świetlanej tej fali.
Śmiało dążmy w te czyste promienie,
Sczęście ku nam wybłyśnie z tej fali,
Co na niebie, drżąc, jasno się pali..."

Tak mą Psyche cieszyłem nadzieją,
By ją wyrwać z ponurych tych dum.
I z ponurych wyrwałem ją dum -
I na kres szliśmy dalej aleją,
A na kresie alei był tum...
Jakiś napis na drzwiach nosił tum:
"Jakież głoski tu, siostro, jaśnieją,
Jaki napis na drzwiach nosi tum?"
Rzekła mi: Ulalume - Ulalume -
To umarłej twej grób Ulalume!"

Jękła pieśń ma żałobą surowa,
Jako liści powiędłych ten szmer,
Jak zeschniętych gałęzi ten szmer -
I krzyknąłem: "Ach, październikowa
Noc to była - najstraszniejsza z er,
W roku zeszłym, najstraszniejsza z er,
Kiedym błądził, błądził śród tych sfer -
I przyniosłem tu czerwiom na żer
Straszny ciężar - aż pęka mi głowa -
W noc śród nocy najstraszniejszej z er...
Jakiż demon wiódł mię do tych sfer?
Znam ja Aubr, który we mgle się chowa
I wilgotny, pomroczny las Weir -
Aubr - jezioro, co w mroku się chowa
I od wiedźm opętany las Weir!"

Powrót

Ulalume
Edgar Allan Poe

tłumaczenie:  Barbara Beaupré

Nieba strop stał posępny i szary,
Zwiędłych liści opadał plon suchy,
Liści zwiędłych i martwych plon suchy.
Noc płynęła przez senne obszary,
A październik to był, smętny i głuchy,
Mgła spowiła mroczne Auber jezioro,
We mgle stał puszczy Weir ostęp głuchy -
Groza szła przez oparne jezioro
I przez Weir, las nawiedzany przez duchy.

Tam, aleją cyprysów wspaniałą,
Duch mój błądził ze swą Psyche w noc czarną,
Wśród cyprysów, ze swą Psyche w noc czarną.
Serce moje jak wulkan gorzało
I jak lawą tryskało pżarną,
Jak ów wulkan zwany Jenik gorzało,
Co nad strefą wzniesiony polarną
Sieje ogniem i siarką stopniałą,
Gdzieś nad strefą płonący polarną.

Mowy nasze były skromne i ciche,
Lecz już niemoc nas zdjęła zdradziecka
I odbiegła nas pamięć zdradziecka:
Nie wiedzieliśmy, ani ja, ani Psyche,
Że wróciła już noc staroświecka.
Że październik to był smętny i głuchy,
W mgieł oparnych tonący pomroce,
Że już noc powróciła zdradziecka,
Noc doroczna, ach, ta noc nad noce!
Nie widzieliśmy Auber jeziora,
Znikł nam z oczu puszczy Weir odstęp głuchy,
Choć znaliśmy to mroczne jezioro,
I ten Weir, las nawiedzany przez duchy.

Lecz już noc się zbliżała do brzasku,
Gwiezdny zegar wskazywał świtanie,
Nadchodzące zwiastował świtanie.
W głębi naszej alei w zórz blasku
Już się pierwsze budziło zaranie,
I cudownie wschodziła o brzasku,
Niosąc sierp swój jak ostrza rozwarte,
Roziskrzona w porannych zórz blasku,
Promienista, dwurożna Astarte.

Wówczas rzekłem: "Ach! gorętsza od Diany
Jest Astarte, przez westchnień etery
Szybująca, przez westchnień etery.
Snadź dostrzegła w swej drodze świetlanej
Łzy nie oschłe i ból wiecznie szczery,
Łzy na licach i ból wiecznie szczery.
Więc przybywa od Lwa konstelacji,
By niebiańskie rozświetlić nam sfery,
I nie bacząc na Lwa konstelację,
Do letejskich nas wiedzie przezroczy,
Skąd, nie bacząc na Lwa konstelację,
Błyszczą ku nam świetliste jej oczy,
Błyszczą jasne, namiętne jej oczy."

Ale Psyche, wznosząc w górę ręce,
Rzekła: "Gwieździe nie ufam tej zwodnej
Ni bladości jej nie ufam zwodnej.
O! śpiesz za mną, nie zwlekajmy więcej,
Uciekajmy od tej gwiazdy zwodnej."
W trwodze wielkiej mówiła i w męce,
Pióra wlokąc po kurzawie chłodnej,
I szlochała w żałosnej udręce,
Skrzydła wlokąc po kurzawie chłodnej,
Smętne skrzydła po kurzawie chłodnej.

Na to ja: "Wszak to senne złudzenie!
Tu zostańmy, gdzie światło nas drżące,
Kryształowe kąpie światło drżące!
Sybilliczne bije odeń lśnienie,
Czarem Piękna i Nadziei tchnące.
Patrz, jak błyszczy wśród niebios sklepienia,
Jak migoce na nieba tle bladem!
Śmiało jego powierzmy się lśnieniu
I bezpiecznie zdążajmy tym śladem,
Śmiało temu powierzmy się lśnieniu,
Gdy aż Nieba sięga światłem swem bladem."

Ukoiłem pocałunkiem mą Psyche,
Rozpraszając jej żal i skrupuły,
Uśmierzając jej żal i skrupuły,
Lecz u krańca cienistej alei
Stopy nasze chłód grobu uczuły,
Bo u wrót się wstrzymały grobowych,
U wrót grobu starych, legendowych.
"Miła siostro! - wyrzekłem do Psyche,
Legendowy ukazując tum -
Jaki napis wyryto na grobie?"
Ona rzekła: "To grób Ulalume,
Grób straconej twojej Ulalume!"

Serce me spopielało w proch szary,
Jako liści uwiędły plon suchy,
Jako liści zmartwiałych plon suchy.
I przejrzałem przez mgliste opary,
Że październik to był mroczny i głuchy;
Żem był niegdyś w tym miejscu upiornym,
Wlokąc brzemię straszliwe, sieroce,
W taką samą noc październikową,
Noc doroczną, taką noc nad noce.
"Co za szatan! - krzyknąłem - piekielny,
Tu mnie zawiódł, w puszczy Weir ostęp głuchy!
O! znam dobrze to Auber jezioro
I ten las nawiedzany przez duchy.
Mroczne, we mgle tonące jezioro
I las Weir, nawiedzany przez duchy."

Powrót