Poezja



  • Od lat najmłodszych...(Alone - "From childhood's hour, I have not been . . .")
  • Gwiazda wieczorna (Evening Star)
  • Sen we śnie (A Dream Within a Dream)
  • Szczęśliwych chwil, szczęśliwych dni (The Happiest Day)
  • Do wiedzy (To Science)
  • Pieśń z "Al Aaraaf"
  • Baśń
  • Miasto w morzu (The City In The Sea)
  • Uśpiona (The Sleeper)
  • Lenora
  • Kolizeum (The Coliseum)
  • Do jednej w raju (To One In Paradise)
  • Do F. S. O. (To F. S. O.)
  • Do Zante (To Zante)
  • Nawiedzony gród
  • Milczenie (Silence)
  • Robak Zdobywca (The Conqueror Worm)
  • Kraina snu (Dream Land)
  • Kruk (The Raven)
  • Eulalie
  • Ulalume
  • Do - - - (To - - -)
  • Do Heleny (To Helen)
  • Eldorado
  • Do matki (To My Mother)
  • Annabel Lee
  • Dzwony (The Bells)
  • Milczenie (Silence)


  • Od lat najmłodszych...
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Roman Klewin

    Od lat najmłodszych, lat dziecinnych
    Żyć ani patrzeć tak jak inni
    Nie mogłem; ze wspólnego zdroju
    Nie płynie też namiętność moja.
    Ani się zrodził w owej strudze
    Mój smutek, ni radosny zbudził
    Ton, który inne serca dotknie -
    Co miłowałem, kochałem samotnie.
    Tak więc - w dzieciństwie już, u świtu
    Burzliwych dni, co przyszły potem -
    Z dna dobra czy też zła dobyty
    Czar dziwny jakiś mnie omotał:
    Potokiem bystrym, wodotryskiem,
    Szkarłatem gór i skał urwiskiem,
    I słońcem, gdy się toczy wokół
    W złocie jesiennej pory roku,
    I błyskawicą, gdy po niebie
    Mija mnie dążąc gdzieś przed siebie,
    Piorunem, burzą lub obłokiem
    (Gdy niebo czyste i wysokie),
    Który się stawał najwyraźniej
    Demonem mojej wyobraźni.

    Powrót

    Gwiazda wieczorna
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Zofia Kierszys

    Lato było w pełni,
    Noc w pełni. Plejadą
    Gwiazdy przez poświatę
    Migotały blado,
    Gdy księżyc lśniąc zimno
    Wśród planet - wasali
    Smugę blasku z niebios
    Kładł na morskiej fali.

    W uśmiech na licach
    Zimnych księżyca
    - Zbyt zimnych! - patrzyłem chwilę.
    Skrył go pomału
    Obłok jak całun.
    Ku tobie oczy zwróciłem,
    Gwiazdo wieczorna
    W chwale dalekiej
    Mojemu sercu tak miłej!
    Z radością zawsze
    Na ciebie patrzę,
    Gdy w górze dumną masz wartę.
    Wolę twe błyski
    W dali niż bliskie
    To światło - zimne i martwe.

    Powrót

    Sen we śnie
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Z pocałunkiem pożegnania,
    Kiedy nadszedł czas rozstania,
    Dziś już wyznać się nie wzbraniam:
    Miałaś rację - teraz wiem -
    Życie moje bylo snem,
    Cóż, nadzieja uszła w cień!
    A czy nocą, czyli w dzień,
    Czy na jawie, czy w marzeniu -
    Jednak utonęła w cieniu.
    To, co widzisz, co się zda -
    Jak sen we śnie jeno trwa.
    Nad strumieniem, w którym fala
    Z głuchym rykiem się przewala,
    Stoję zaciskając w dłoni
    Złoty piasek... Fala goni,
    A przez palce moje, ach,
    Przesypuje mi się piach -
    A ja w łzach, ja tonę w łzach...
    Gdybym ziarnka, choć nie wszystkie,
    Mocnym zawrzeć mógł uściskiem,
    Boże, gdybym z grzmiącej fali
    Jedno ziarnko choć ocalił!...
    Ach, czyż wszystko, co się zda,
    Jak sen we śnie jeno trwa?

    Powrót

    Szczęśliwych chwil, szczęśliwych dni
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Szczęśliwych chwil, szczęśliwych dni
    Zaznało serce me rozdarte...
    Sny o potędze, dumne sny
    Minęły z wiatrem.

    Sny o potędze? Śniłem tak...
    Jak zórz zniknęły złote pasmo.
    Młodości wizje gasną wszak...
    Niech sobie gasną.

    A duma? Cóż po tobie, cóż?
    Twoją trucizną i katuszą
    Ktoś inny truje się z mych kruż...
    O, zamilcz, duszo!

    Te szczęsne chwile, szczęsne dni
    Widziałem - jakże oku miłe...
    Sny o potędze, dumne sny
    Już raz prześniłem.

    Lecz gdyby nawet chwil tych blask
    I dawne męki znów wróciły -
    Nie, nie! Tak cierpieć jeszcze raz
    Nie miałbym siły.

    Bo na ich skrzydle czarny cień...
    A gdy to skrzydło załopoce
    Trucizna w duszę spływa zeń -
    W duszę, co zna jej moce.

    Powrót

    Do wiedzy
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    O wiedzo, prawa córko dni dawno minionych,
    Która bystrym spojrzeniem zmieniasz wszelką istność!
    Czemu w serce poety zatapiasz swe szpony
    Jak sęp, którego skrzydłem twarda rzeczywistość?

    Jakże cię ma pokochać, jak twą mądrość cenić,
    Skoro w jego wędrówkach jeteś mu wędzidłem
    I bronisz skarbów nieba, co w blaskach się mieni,
    Chać juz uniósł się w górę nieulękłym skrzydłem?

    Tyś wszak Dianę wstrzymała w jej zuchwałej jeździe,
    Tyś Dyrjady wygnała z ich leśnej ochłody
    Każąc szukać schronienia na szczęśliwszej gwieździe!

    Toś ty wdzięczne Najady wypłoszyła z wody,
    Elfy z łąki zielonej, a mnie, niby pliszkę,
    Z rozmarzenia w lipcowy dzien pod tamaryszkiem.

    Powrót

    Pieśń z Al Aaraaf
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Zofia Kierszys

    O, Duchu, co przebywasz
    Hen, w niebie przepastnym.
    Tam, gdzie groza wyzywa
    Pięknem ogrom jasny,
    Tam najdalej, najwyżej
    Za niebieskim torem
    Gwiazdy wstrzymanej w wirze
    Przez Twoją zaporę,
    Którą komety przeszły,
    Gdyś je w dół postrącał
    Z tronu potęg zamierzchłych,
    By znojnie do końca
    Niosły ogień (czerwony
    Serc swych gwiezdnych ogień)
    Z pośpiechem nieznużonym
    I w męce wciąż srogiej...

    Żyjesz - wiemy - w bezmiarze,
    W Wieczności - czujemy,
    Lecz jakiż duch ukaże
    Cień Twych lic na ziemi?
    Tu, gdzie dla małych istot
    W blasku Chwały Twojej
    Nieskończoność ma mglistą
    Postać ich urojeń.
    Bądź Wola Twoja, Boże,
    Wśród burz, tam wysoko,
    Strzec będzie gwiazd w przestworze
    Twe palące oko.
    Ja stąd myślą skrzydlatą
    - Bo tylko myśl zdoła
    Ulecieć ku Twym światom,
    Zasiąść na Twych tronach -
    Myślą przeto orędzie
    Przesyłam do Ciebie,
    Aż mglistość jego będzie
    Światłem wiedzy w Niebie.

    Powrót

    Baśń
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Baśń, która pieśnią coraz ciszej,
    Stuliwszy skrzydła, bór kołysze
    Wśród drżących liści, co w ustroni
    Śpią zagubione w stawu toni -
    Dla mnie, dzieciaka, kolorową
    Była papugą. Leśną mową
    Ona mnie słów uczyła pierwszych
    I najwcześniejszych moich wierszy,
    Gdym w cieniach boru i pomroczach
    Śnił, chłopię o rozumnych oczach.

    Dziś, gdy odwiecznych lat kondory
    Wstrząsają niebo szumnym lotem
    I lecąc mimo - dudnią grzmotem,
    Nie mogę śnić jak do tej pory
    Śniłem, wsłuchany w nieb klangory.
    Gdy sypiąc puch z lekkiego skrzydła
    Cisza na chwilę mnię usidła -
    Nawet i wtedy śnić bym nie śmiał
    O zakazanych rymach, pieśniach,
    Chyba że serce me nawałą
    Tonów jak harfa by zabrzmiało.

    Powrót

    Miasto w morzu
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    Patrz! - oto czarny śmirci tron
    Śród dziwnych - pustych, dzikich stron,
    Gdzie się Zachodu krwawi skon.
    Tam wielcy - mali - dobrzy - źli -
    W spokoju wiecznym każdy śni.
    Tam gmachów tłum - tam wieżyc zrąb,
    Które naruszył czasów ząb
    (Struktury takie nam nieznane) -
    A w krąg, przez wichry zapomniane,
    Drętwo, pod nieba tarczą siną,
    Melancholijne wody płyną.

    Nie schodzi żaden błysk z lazurów
    Na wieczny mrok tych sennych murów,
    Lecz z ułudnego morza fal
    Milczące światło płynie w dal -
    W górę rozlewa się po skałach,
    Katrdrach, wieżach, arsenałach
    I babelowych, zda się, wałach.
    Po niedostępnych ciemnych parkach,
    Po marmurowych sklepień arkach,
    Po gmachach, które we mgle giną
    I których ściany w krąg obwiną
    Rzeźbionym fryzem bluszcz i wino.

    Drętwo, pod nieba tarczą siną,
    Melancholijne wody płyną.
    A blade zamki i ich cienie
    Zawisły, rzekłbyś, jak widzenie
    W powietrznej sinych mgieł arenie,
    Gdy z dumnej wieży tej stolicy
    Duch Śmierci patrzy bladolicy.

    Groby rozwarły się widomie,
    Ziejąc - na martwych skał poziomie -
    Lecz ani skarb, co w nich zamknięty,
    Ni w oczach bogów dyjamenty,
    Ni trupy strojne w wieniec złoty,
    Nie budzą głębin tych z martwoty -
    I żadna struga, żadna mgła
    Nie marszczy fal umarłych szkła.
    Nie wróży nic, że będzie wiatr
    Na jakimś oddalonym morzu;
    Nie świadczy nic, że był gdzieś wiatr,
    Na jakimś mniej ohydnym morzu!

    Lecz spójrz: w powietrzu jakiś ruch!
    Toń wód porusza jakiś duch:
    Wieżyce, zda się, płyną w dół,
    W mgły rozwiewając się na pół...
    Mdlające świątyń bladych szczyty
    Znikają, w próżni mknąc błękity,
    I zapłonęła toń ogniściej,
    Godziny dyszą uroczyściej.
    Gdy w dzikich jękach w bezdeń wód
    Zapada w mgłach mistyczny gród,
    Wstając ze swych tysiącznych tronów
    Wita go piekło śród pokłonów!

    Powrót

    Uśpiona

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    W gorącą północ lśni czerwcową
    Mistyczny księżyc nad mą głową.
    Usypiających mgieł wilgocie
    Świat w widziadlanym kąpią złocie,
    Co destylując się kroplami
    Spływa nad cichych gór szczytami,
    Ślizga się sennie falą siną
    Nad tą powszechną łez doliną.
    Bluszcz wokół grobu się obwija,
    Śród fal kołysze się lilija;
    Mgłą otuliwszy sennne ciemię,
    Ruina w ukojeniu drzemie.
    Właśnie jak Lete - patrz! - jezioro
    Świadomie śpi północną porą
    I za nic w świecie się nie zbudzi.
    Śpi wszystko Piękno! - patrz - śród ludzi,
    Rozwarłszy okno na niebiosy,
    Tu śpi Irena z swymi losy.

    O pani, jakaż tobie moc
    Otwierać każe okno w noc?...
    Swawolne wiatry z drzew i krzaków
    Lecą tu - niby stada ptaków;
    Magiczny, bezcielesny rój
    Napełnia szmerem pokój twój
    I strasznie wokół ciebie pląsa,
    I białą twą kotarą wstrząsa,
    Gdzie pod zwartymi już powieki
    Twa dusza śpi - ach! śpi na wieki...
    Patrz - cienie drżą jak sen cmentarza!
    Nic cię to, pani, nie przeraża?
    Czyś ty daleko stąd? Ach, czyż
    Pojmujesz, jak i czemu śpisz?
    Tyś pewnie gdzie w dalekich krajach.
    Za sennym morzem, w złotych rajach...
    Dziwna twa bladość - dziwny strój -
    Przedziwny długi warkocz twój
    I wielki ten milczenia zdrój...

    O, pani śpi! Obyż jej spanie,
    Co trwa, głębokie było! Panie,
    Ty przyjmij ją pod swe czuwanie.
    Gdy świętszym stało się to łoże,
    Ściany tej izby bardziej boże,
    Spraw, Panie, niechaj śpi przez wieki
    Z nie rozwartymi wciąż powieki,
    Śród widm schodzących z mgły dalekiej.

    Śpi droga moja. Ach, jej spanie,
    Co trwa, wieczystym niech się stanie!
    Niech sen jej zawsze będzie taki,
    Niech cicho pełzną w niej robaki!
    Daleko, w ciemnym, starym lesie,
    Niech świat jej grób wysoki wzniesie,
    Grób, co już nieraz czarne swoje
    Zamykał drzwi żelaznych dwoje,
    Z tryumfem kryjąc w swe żałoby
    Rodzinnych herbów jej ozdoby.
    Jaki samotny grób milczący,
    W którego nieraz drzwi niechcący
    Rzucała niegdyś kamień drżący.
    Grób, który z czarnej swej czeluści
    Jej głosu nigdy nie przepuści,
    Bo strach ogarnąłby dziecinę,
    Że jęczą w grobach mary sine!

    Powrót

    Lenora

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Roman Klewin

    Z rozbitej kruży czysty duch uleciał już na wieki!
    Niech bije dzwon! - jej święty cień stygijską płynie rzeką.
    Płacz, Guy de Verde! (czyż brak ci łez?) - bo nigdy nie zapłaczesz.
    Tam, na tę straszną trumnę spójrz! - Lenorę swą zobaczysz!
    Pójdź! Czas żałobne modły wznieść, żałobne śpiewać pieśni.
    Hymn na królewską iście śmierć tej, co tak zgasła wcześnie.
    Pieśń na jej dwakroć smutną śmierć, bo zgasła nazbyt wcześnie.

    Miły wam był jej złota dźwięk, a nienawistną duma,
    Więc gdy zasłabła, każdy łotr o zgon się modlić umiał.
    Jakże wam teraz modły nieść, jak śpiewać jej requiem,
    Gdy w oczach waszych sprzągł się grzech z języka podłą żmiją?
    Przez was ten czysty odszedł duch i serce już nie bije.

    Peccavimus... Nie miotaj klątw, by uroczyste modły,
    Które do Boga płyną stąd, uczciły zmarłą godnie.
    Odeszła cię Lenora, z nią nadzieja opuściła,
    Odeszło słodkie dziewczę stąd, co miało być twą miłą.
    Oto na marach leży dziś dziewczyna pięknolica,
    Życie na złotych włosach lśni, lecz zgasło w jej źrenicach.
    Na włosach ciągle życie lśni, lecz śmierci mrok w źrenicach.

    Precz! dziś już spokój w sercu mym. Lamentów nie chcę żadnych.
    Juz anioł śpiewa dla niej hymn i czuwa teraz nad nią.
    Niechaj nie bije żaden dzwon! Wesela słodkiej duszy
    Z przeklętej ziemi żaden ton niech teraz nie naruszy.
    Duch do przyjaciół odszedł stąd, na wrogów rozżalony. -
    Z piekła aż pod sam nieba strop, w dalekie rajskie strony -
    Od smutków uszedł i na tron, przy Królu Niebios, schronił.

    Powrót

    Kolizeum

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Juliusz W. Gomulicki

    Stygmacie starej Romy! Relikwiarzu
    Wzniosłych rozmyślań, przekazany Czasom
    Przez zagrzebane stulecia Potęgi!
    Nareszcie - o, nareszcie - po dniach tylu
    Ciężkiej wędrówki, spalony pragnieniem
    (Pragnieniem wiedzy, co w tobie spoczywa),
    Klękam - pokorny, odmieniony człowiek -
    Wśród twoich cieni, chłonąc całą duszą
    Twoją posępną wielkość i wspaniałość!

    Wieku! Ogromie! Pamiątki prastare!
    Ciszo! Ruino! I ty, ciemna Nocy!
    Czuję was teraz - w całej waszej sile -
    Cary, pewniejsze od tych, których ongiś
    Sam król judejski uczył w Getsemane!
    Gusła, mocniejsze od tych, które ściągnął
    Z gwiazd, w zachwyceniu, uczony Chaldejczyk!

    Tu, gdzie bohater padł, pada kolumna!
    Tu, gdzie udany orzeł błyszczał złotem,
    Ciemny nietoperz trzyma nocną wartę!
    Tu, gdzie Rzymianki na wiatr odrzucały
    Złociste włosy, chwast teraz i oset!
    Tu, gdzie monarcha pysznił się na tronie,
    Ślizga się teraz cicho po marmurach
    Zwinna jaszczurka, niby duch tych głazów,
    Oblana światłem bladego księżyca.

    Lecz stój! - Te mury - te arkady w bluszczach -
    Zwietrzałe bazy - okopcone trzony -
    Skruszone fryzy - chwiejne architrawy -
    Rozbite gzymsy - ta cała ruina -
    Te głazy - szare głazy - czy to wszystko,
    Co z kolosalnych pomników przeszłości
    Czas pozostawił mnie i Przeznaczeniu?

    "Nie wszystko - Echa odrzekną - nie wszystko!
    I z nas, i z wszystkiej ruiny ku mędrcom
    Prorocze dźwięki nieustannie płyną,
    Niby melodia z Memnona kolumny.
    My to rządzimy sercami mocarzów,
    My narzucamy swą władzę geniuszom.
    Blade kamienie my, lecz nie bezsilne.
    Nie wszystka nasza moc odeszła jeszcze -
    Nie wszystek przepadł czar ogromnej sławy -
    Nie wszystkie dziwy, co nas otaczają -
    Nie wszystkie tajemnice, co w nas leżą -
    Nie wszystkie od nas odeszły wspomnienia:
    Przylgnęły do nas, niby ciasna suknia,
    I stroją szatą nieśmiertelnej chwały."

    Powrót

    Do jednej w raju

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Zenon Przesmycki

    Ty byłaś wszystkim dla mnie, droga
    Ku czemu duch słał marzeń rój!
    Zieloną wyspę w morzu, droga,
    Ożywczy miałem w tobie zdrój
    I ołtarz kwiatów zdobny wieńcem,
    A każdy z kwiatów tych był mój.

    O śnie, zbyt piękny tu na ziemi!
    Nadziejo gwiezdna! Błysłaś mi,
    By się za chmury skryć czarnemi!
    Głos od Przyszłości: "Naprzód" - brzmi,
    Lecz nad Przeszłości mgły chmurnemi
    (Ciemna przepaści!) duch mój tkwi,
    Niemy, ze skrzydły opadłemi!

    Gdyż biada! biada! - w moim życiu
    Na zawsze zgasło światło zórz!
    "Nigdy - ach, nigdy - nigdy już..."
    (Tak piaskom brzegów w fal powiciu
    Głos uroczysty szepcze mórz.)
    Nie kwitnie dąb po burz rozbiciu,
    Nie wzleci ranny orzeł z wzgórz!

    Dnie całe marzę w zachwyceniu,
    Co noc czarowne roję sny,
    By tonąć w oczu twych spojrzeniu,
    By wzlecieć, kędy ślad twój lśni.
    Tam, kędy eter w roztańczeniu,
    Gdzie nurt Wieczności drży.

    Powrót

    DO  F. S. O.
    [Do Frances S. Osgood]

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Chcesz być kochana? Niech serce twe, miła,
    Własnego trzyma się podwórka.
    Bądź, jaką jesteś, jaką byłaś,
    Nie przystrojoną w cudze piórka.

    Wtedy dla świata twój urok nieśmiały,
    Twój wdzięk, twe piękno niemal boskie
    Będą dla wszystkich przedmiotem pochwały,
    A miłość - zwykłym obowiązkiem.

    Powrót

    Do Zante

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Piękna wyspo, coś wzięła najpiękniejsze imię
    Od najmilejszych kwiatów! Brzegi urodziwe!
    O, ileż w waszym łonie chwil promiennych drzemie,
    Które, gdy was oglądam, jawią się jak żywe.

    Ileż scen szczęśliwości minionej, dalekiej.
    Ileż zmarłych nadziei, ile snów prześnionych,
    I marzeń o dziewczynie, co znikła na wieki,
    I której już nie będzie na brzegach zielonych!

    N i e  b ę d z i e!... O, wy smutne i magiczne słowa,
    Które wszystko zmieniacie! Już nigdy n i e  b ę d z i e
    Ni czasu, ani wspomnień... O, wyspo jałowa,
    Przekleństwo twoim brzegom i kwiecistej grzędzie!
    Hijacyntowa wyspo! Purpurowa Zante,
    Isola d'oro! Fior di Levante.

    Powrót

    Nawiedzony ogród

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Stanisław Wyrzykowski

    Wśród najzieleńszej z naszych dolin,
    Dzierżony przez aniołów ród,
    Wzniósł niegdyś głowę gród wspaniały,
    Promienny, okazały gród.
    Kędy Myśli królowanie,
    Stał ten twór!
    Piękniejszego nie osłaniał
    Żaden Seraf tęczą piór.

    Chorągwie złote, żółte, sławne
    Ze szczytu powiewały wież
    (Ach, jak to wszystko było dawno!
    Gdzież to dziś, gdzież?!),
    A każdy lekki powiew, który
    Wiał w tamten słodki dzień,
    Niósł na omszone grodu mury
    Pierzchliwą falę wonnych tchnień.

    Przez rozświetlonych okien dwoje
    Widział wędrowiec z obcych stron,
    Jak muzykalnie duchów roje
    Pląsały pod lutni dźwięczny ton
    I tam, gdzie tron stał złotolity,
    Zataczały tan,
    Dookoła Porfirogenety,
    Co władał jako grodu pan.

    Z rubinów, pereł każdy wrzeciądz,
    Płomiennym blaskiem brama lśni,
    Przez którą lecąc, lecąc, lecąc
    I błyszcząc niby skry,
    Wpadały Echa z każdym mgnieniem,
    Kupiąc się w tłum,
    By wielbić swym czarownym pieniem
    Monarchy mądrośc i um.

    Ale złe dziwy w smutku szacie
    Naszły wyniosły króla dom
    (Ach, król nie ujdzie już zatracie,
    Nie będzie końca naszym łzom!)
    I sława, co mu kwitła jaśniej
    Niż najpiękniejszy kwiat,
    Zabrzmi już tylko w mglistej baśni
    Z dawno zamierzchłych lat.

    Przez skrzących łuną okien dwoje
    Widzi dziś pielgrzym z obcych stron,
    Jak fantastycznie duchów roje
    Plasają pod zgrzytliwy ton,
    Podczas gdy w bramie dziką zgrają,
    Miast wdzięcznych Ech,
    Tłoczą się widma, które znają
    Nie uśmiech - lecz tylko śmiech.

    Powrót

    Milczenie
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    Są takie bezcielesne rzeczy, są zjawiska,
    Co mają byt podwójny jak bliźnięca owa
    Moc, co razem z materii i ze światła tryska -
    I razem tworzy bryłę, i cień w sobie chowa.

    Tak dwulice Milczenie: razem brzeg i morze,
    Ciało i duch. Pustynne kocha rumowiska,
    Świeżą porosłe trawą. Są w nim jakieś zorze,
    Jakieś ludzkie pamiątki, więc się go nie trwożę,
    Choć łzy mi płyną. N i g d y - dźwięk jego nazwiska.

    To Milczenie cielesne: żadna zła potęga
    Nie tkwi w nim, więc spokojny bądź u jego progu,
    Lecz jeśli kiedy z losów woli nieodmiennej
    Stanie przed tobą jego cień - elf bezimienny,
    Co nawiedza samotne miejsca, gdzie nie sięga
    Ludzka stopa - natenczas duszę poleć Bogu!

    Powrót

    Robak Zdobywca
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Barbara Beaupré

    Patrz! to świąteczna noc obiaty
    Powraca z wieku w wiek -
    W teatrze zasiadł rój skrzydlaty
    Aniołów w jasne strojnych szaty,
    By śledzić sztuki bieg.
    Patrzą anioły w łzach tonące:
    Obok nadziei - lęk.
    Z orkiestry płyną tony drżące -
    Melodii sfer to dźwięk

    Bogom podobne marionetki
    Coś gwarzą cichy tworząc szum,
    Wśród ciągłej snują się podniety -
    Nieszczęsnych lalek rojny tłum.
    Grą ich skrzydlate rządzą twory,
    Scenerię w różny mieniąc wzór,
    I krążą cicho jak upiory,
    Ból z niewidzialnych sącząc piór.

    Stubarwny dramat - i nie łatwo
    Zapomnieć go, gdy raz się zna!
    W ciągłej pogoni tłum się gmatwa,
    Za nieuchwytnym widmem gna.
    Po jednym kole mknie w pośpiechu,
    Co znów się musi w siebie wpleść.
    Dużo Szaleństwa, więcej Grzechu,
    I Groza - sztuki treść.

    Lecz patrz! Z ciemnego kąta sceny
    Krwawoczerwony wypełzł gad.
    W sam środek wcisnął się areny,
    Między stłoczoną ciżbę wpadł.
    Drżące od lęku marionetki
    Pastwą się jego stają wraz.
    Łkają serafy, gdy w posoce
    Ząb jadowity topi płaz.

    Gasną już światła, rzecz skończona,
    I ponad Larw drgających wir
    Z hukiem opuszcza się zasłona,
    I z wolna każdy kształt, co kona,
    W żałobny upowija kir.
    Mówią anioły, z bladych powiek
    Łzy ocierając pierw,
    Że tytuł owej sztuki - "Człowiek",
    Bohater - Zdobywca Czerw.

    Powrót

    Kraina snu
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    Idąc w ciemny szlak nieznany,
    Od złych duchów opętany,
    Z krain, kędy bóstwo Noc
    Samowładną dzierży moc
    I w gwiaździstej lśniąc koronie
    Na swym czarnym siedzi tronie,
    Świeżom wrócił w nasze światy...
    Spoza Thule lodowatej -
    Z sfer, co we mgłach się promienią,
    Poza  C z a s e m  i  P r z e s t r z e n i ą.

    Tam doliny są bezdenne,
    Tam urwiska są kamienne,
    Tam są głazy fantastyczne -
    Letargiczne - magnetyczne -
    I otchłanie - i pieczary -
    I olbrzymich lądów jary -
    Niepojętych kształtów mary -
    Wiekuistych mgieł opary.
    Niebotyczne dzikie góry
    I bezbrzeżnych mórz lazury,
    Mórz, co dyszą bez wytchnienia
    Pod błękitem z krwi płomienia.
    I jeziora nieskończone,
    W martwą wodę skrysztalone,
    W martwą wodę lodowatą
    Śnieżnych lilij strojne szatą.

    U tych jezior nieskończonych,
    W martwą wodę skrysztalonych,
    W martwą wodę lodowatą,
    Śnieżnych lilij strojnych szatą -
    U tych gór - i u tych rzek,
    Które szumią z wieku w wiek -
    U tych borów - u tych błót,
    Gdzie jaszczurek żyje ród -
    U tych mrocznych kałuż brzegu,
    Przeraźliwych wiedźm noclegu,
    I w wszetecznej każdej plamie,
    I w rozpacznej każdej jamie,
    Gdy tu błądzisz, wszędy ci
    Zapomniana, nikła lśni
    Jakaś mara przeszłych dni.
    Zaczajone błędne twarze,
    Gdy wędrowiec się ukarze,
    Nagle jawią się jak cienie,
    Dreszcz w nim budzą i westchnienie.
    Drogie widma w białych szatach,
    Niecielesne w obu światach -
    I na ziemi - i na niebie -
    Schodzą - niby mgła - do ciebie.

    Bowiem sercom bolejącym
    Kraj ten światem jest kojącym;
    Tym, co męką dyszą bladą,
    Kraj ten jest - jak Eldorado.
    Bo wędrowiec co tu zboczy,
    Przez zamknięte widzi oczy,
    Przed otwartą zaś źrenicą
    Świat ten - wieczną tajemnicą.
    Tak chce Pan, co zakaz święty,
    Dał powiece nie zamkniętej.
    Duch, co błądzi ziemią tą,
    Przez zaćmione patrzy szkło.

    Idąc w ciemny szlak nieznany,
    Od złych duchów opętany,
    Z krain, kędy bóstwo Noc
    Samowładną dzierży moc
    I w gwiaździstej lśniąc koronie
    Na swym czarnym siedzi tronie,
    Świeżom wrócił w nasze światy...
    Spoza Thule lodowatej.

    Powrót




    Kruk
    Edgar Allan Poe

    Zapraszam do odwiedzenia strony poświęconej Tomkowi Beksińskiemu gdzie znalazło się również miejsce dla E. A. Poe. Ze względu na bardzo szerokie i dobre opracowanie wiersza (no i własne lenistwo :-) ) postanowiłam nie dublować czyjejś pracy tylko załączyć odnośnik.
    Wiersz Kruk znajdziecie tam w oryginale oraz w tłumaczeniach:
    Jolanty Kozak
    Władysława Jerzego Kasińskiego
    Barbary Beaupre
    Zenona Przesmyckiego

    Powrót




    *)Czytaj: Julali (z akcentem na ostatniej zgłosce)




    Eulalie*)
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Zofia Kierszys

    Sam jeden w świecie
    Jęku, złorzeczeń
    Trwałem podobny martwym wodom.
    Dziś Eulalie, w rumieńcach cała, jest moją panną młodą,
    Dziś Eulalie, w uśmiechach cała, jest moją panną młodą.

    Ach! gwiazdy nocą
    Mniej - mniej migocą
    Niż jej źrenice roziskrzone.
    I śniegu płatek
    Perłą, szkarłatem
    Piękniej w poświacie nie zapłonie
    Niż Eulalie złocisty loczek wijący się przy skroni,
    Niż Eulalie niedbały loczek plączący się przy skroni.

    Ból i zwątpienie
    Pierzchły jak cienie,
    Jej serce drżeniem mego drży.
    I przez dzień cały
    Koliskiem białym
    Astarte na niebiosach lśni,
    Gdy oczy macierzyńskie wznosi kochana Eulalie,
    Gdy oczy fijołkowe wznosi młodziutka Eulalie.

    Powrót




    *)Czytaj: Julalium (z akcentem na ostatniej zgłosce)



    Ulalume
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenia:
    Antoniego Lange
    Barbary Beaupré

    Powrót




    DO  -  -  -
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Włodzimierz Lewik

    Jeszcze niedawno piszący te wiersze,
    Wielbiąc w szalonej pysze intelektu
    "Potęgę słowa", dowodził, że w mózgu
    Nie może powstać myśl niewyrażalna
    I niedostępna czarodziejstwu słowa.
    Dziś, jak na drwiny z tej próżnej przechwałki,
    Dwa słowa - obce dwie słodkie sylaby
    O włoskim brzmieniu, stworzone, by żyły
    W szepcie aniołów śniących przy księżycu
    O "koliach rosy na wzgórzach Hemona" -
    Wraz wychynęły z głębin jego serca...
    Niepomyślane myśli, dusze myśli,
    Stokroć bogatsze, piękniejsze niż wizje,
    Które sam seraf Izrafel - "o głosie
    Słodszym niż słodycz boskiego stworzenia" -
    Mógłby wysłowić... A ja? Mój czar prysnął,
    Pióro bezsilne wypada mi z dłoni...
    O twym imieniu (choć pod twym rozkazem)
    Nie mogę pisać, mówić ani myśleć,
    Ni czuć nie mogę... O, bo to nie czucie,
    Kiedy tak stoję bez ruchu przed złotym
    Progiem wrót marzeń rozwartych na oścież,
    Patrząc w ekstazie w głąb długiej alei
    I widząc z prawa i z lewa, i w środku,
    Jakby w oddali, gdzie nie sięgnie oko,
    We mgle różowej jedyną mą - C i e b i e !

    Powrót

    Do Heleny
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Zenon Przesmycki

    Raz cię widziałem, raz tylko, przed laty;
    Przed  i l u,  nie wiem, ale  n i e  przed wielu.
    Była to północ lipcowa; od mlecznej
    Pełni miesiąca, która tajemniczo,
    Jak dusza twoja, wznosiła się lekko,
    Dróg przepaścistych szukając po niebie,
    Spływał jedwabno-srebrny welon światła,
    Niosący ciszę, senność, odurzenie
    Na obrócone ku niebu kielichy
    Róż, które rosły w zaklętym ogrodzie,
    Gdzie nawet wiatr się przechadzał na palcach...
    Spływał łagodnie na wonne kielichy
    Tych róż, zwrócone do góry, ku niebu,
    A one w zamian za miłosne światło,
    Pełne wdzięczności, wyziewały własne
    Pachnące dusze w ekstatycznej śmierci...
    Spływał łagodnie na wonne kielichy
    Tych róż, zwrócone do góry, ku niebu,
    A one marły z uśmiechem, pod czarem
    Twoim i twojej słodkiej obecności.
    Odziana biało, na wzgórku z fiołków
    Na wpół leżałaś, a światło księżyca
    Spływało cicho na wonne róż twarze
    I na twarz twoją, zwróconą ku niebu,
    Ale, niestety, tak smutną, tak smutną!
    Nie byłże Los to, że w tę noc lipcową -
    Nie byłże Los to (zwany też boleścią),
    Żem musiał stanąć przed bramą ogrodu,
    Aby odetchnąć wonią róż drzemiących?
    Żadnego głosu, żaden krok nie skrzypnął:
    Spał cały świat ten nienawistny, nędzny,
    Prócz mnie i ciebie. (O nieba! o Boże!
    Jak drży mi serce, gdy łączę te słowa! -
    Prócz mnie i ciebie!) Stanąłem - spojrzałem -
    I w jednej chwili wszystkie rzeczy znikły.
    (Jak powiedziałem, ogród był zaklęty.)
    Perłowe światło miesiąca zgasło,
    Mszysty pagórek i kręte ścieżyny,
    Szczęśliwe kwiaty i szemrzące drzewa
    Skryły się oczom mym; nawet róż wonie
    Skonały w tkliwym objęciu powietrza.
    Wszystko zniknęło prócz ciebie - mniej nawet:
    Prócz tylko światła boskiego w twych oczach,
    Prócz duszy w oczach twych, w górę wzniesionych.
    Widziałem tylko je - światłem mi były;
    Widziałem tylko je - długie godziny,
    Tylko je - póki krąg świecił księżyca.
    O, jakie dzikie dzieje serca lśniły
    Z tych kryształowych, jasnych gwiazd niebieskich!
    Jaki ból czarny - lecz jaka nadzieja!
    Jakie spokojne, jasne morze dumy!
    Jaka odwaga wyniosła, lecz razem
    Jak niezgłębiona zdolność ukochania!
    Lecz wreszcie słodka Dyjana się skryła
    W łożu piorunnej chmury na zachodzie,
    A ty jak duch się wyśliznęłaś między
    Drzewami.  T y l k o  z o s t a ł y  t w e  o c z y.
    Te  n i e  odeszły - nigdy nie odejdą.
    Tej nocy w drodze samotnej do domu
    Z mgieł mi świeciły i odtąd już nigdy
    Nie opuściły mię tak, jak nadzieja.
    Idą wciąż za mną, wiodą mnie przez lata.
    One panami są, ja - niewolnikiem.
    Ich cel oświecać, opromieniać życie,
    Mój - b y ć  z b a w i o n y m  przez ich jasne światło,
    Być oczyszczonym ich skrą elektryczną,
    Być uświęconym elizejskim ogniem.
    Leją w mą duszę Piękno nieskończone,
    Które Nadzieją się zowie. Na Niebie
    Są gwiazd perłami, przed którymi klękam
    W smutne, bezsenne, ciche noce moje.
    Nawet w południa promienistych chwilach
    Widzę je ciągle - dwie słodkie, błyszczące
    Jutrzenki, których nie zaćmi i słońce.

    Powrót

    Eldorado
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    Rycerz na schwał,
    Na koniu w cwał,
    W dzień jasny i w noc bladą -
    Śpiewając rad,
    Wędrował w świat
    I szukał Eldorado.

    Przeminął wiek,
    Osiwiał człek,
    Duch troską drżał mu bladą;
    Bo nigdzie mu
    Nie błysł kraj snu -
    Rojone Eldorado!

    A gdy juz był
    Bez tchu, bez sił,
    Napotkał marę bladą.
    "O cieniu mów,
    Gdzie kraj mych snów -
    Mów, gdzie jest Eldorado?"

    "Za szczyty gór,
    Za kresy chmur,
    W dolinę cieniów bladą
    Śpiesz noc i dzień -
    Odrzecze cień -
    Tam znajdziesz Eldorado!"

    Powrót

    Do matki
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Antoni Lange

    W niebiosach - przeczuwana z dawna to zagadka -
    Kiedy anioły szepczą ze soba do ucha,
    Nie znajdą śród wyrazów najsłodszych dla ducha
    Gorętszego, świętszego nad ten wyraz "Matka!"

    Więc z dawna cię już zowiem tym imieniem drogiem,
    Ciebie, coś mi jest więcej niz matka rodzona,
    I jedna dziś napełniasz treść mojego łona,
    Odkąd nasza Wirginia stanęła przed Bogiem.

    Matka moja, co wcześnie opuściła syna,
    Była tylko mą własną matką, lecz jedyna
    Ty - byłaś matką owej, com kochał nad życie.

    Droższaś mi więc od matki, com miał w dni rozkwicie,
    Tak jak moja małżonka, co śpi w grobowców głuszy,
    Była droższą mej duszy nad życie mej duszy.

    Powrót

    Annabel Lee
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  Barbara Beaupré

    Niegdyś przed wielu, wielu laty
    W królestwie nad mórz pianą
    Żyła dzieweczka, którą znałem;
    Annabel Lee ja zwano.
    Dzieweczka z kraju ponad morzem,
    W królestwie nad mórz pianą
    Żyła tym tylko, że mnie kocha,
    I tym, że jest kochaną.

    Byliśmy dziećmi, ja i ona,
    W królestwie nad mórz pianą,
    A miłowaliśmy się miłością
    Nad miłość innym daną.
    A miłowaliśmy się miłością,
    Ja z mą Annabel Lee,
    O jakiej chyba uskrzydlony
    Rój Serafinów śni.

    I z tej to właśnie, z tej przyczyny
    W królestwie nad mórz pianą
    Wicher napędził kłąb chmur siny
    W królestwie nad mórz pianą.
    I jak Serafin lodowaty,
    W mroźne odziany mgły,
    Do zimnej wtrącił ją mogiły -
    Moją Annabel Lee.

    Bo tam, w królestwie nad mórz pianą,
    Każde to dziecko wie,
    Że zazdrościły Serafiny
    Annabel Lee i mnie.
    I że dlatego wichry mroźne
    W chmurne odziane mgły
    Zabiły ją, zmroziły ją...
    Mą piękną Annabel Lee.

    Lecz w naszej miłości, choć była dziecięcą,
    Tak silnych uroków moc tkwi,
    Żeśmy się kochali i lepiej i więcej
    Niż starsi i mędrsi niż my...
    Niż mędrsi i starsi niż my...
    I nigdy anioły, co w niebie królują,
    Ni czarnych demonów rój zły,
    Nie mogły oderwać jej duszy od mojej,
    Ni mojej od Annabel Lee.

    I dziś, skoro drżąca srebrzystość miesiąca
    I gwiazd pozłocistych rój lśni,
    Śnię o niej i czuję na sobie płonące
    Oczy pięknej Annabel Lee.
    I co noc w snów bieli, wśród srebrnej topieli,
    Spoczywam z nią razem na zimnej pościeli,
    Tam w jej królestwie nad mórz pianą,
    Tam w jej mogile pod mórz pianą...

    Powrót




    Dzwony
    Edgar Allan Poe

    tłumaczenia:
    Antoniego Lange
    Romana Klewina

    Powrót




    MILCZENIE
    Bajka

    Edgar Allan Poe

    tłumaczenie:  
    Juliusz W. Gomulicki

    Powrót